Drodzy Czytelnicy!
Na naszej stronie zamieszczamy teksty różnych autorów, tak „z pierwszej ręki” jak i przedruki, traktujące o najistotniejszych problemach Polski i świata. Kluczem doboru publikowanych treści, nie jest zgodność poglądów Autorów publikacji z poglądami USOPAŁ, lecz decyduje imperatyw ważności tematu. Poglądy prezentowane przez Autorów tekstów, nie zawsze podzielamy. Uznając jednak, że wszelka wymiana poglądów i wiedzy, jest pożyteczna dla życia publicznego - prezentujemy nawet kontrowersyjne opinie, pozostawiając naszym czytelnikom ich osąd - USOPAŁ.
Home Z Kraju Sądowy skandal (8 września 2009 r.)

Sądowy skandal (8 września 2009 r.)

Email Drukuj PDF

Dzień 8 września 2009 roku zapisał się jako data jednego z najbardziej kompromitujących wydarzeń w całej historii polskiego wymiaru sprawiedliwości po 1989 roku. Zadecydowała o tym głównie niezwykle tendencyjna postawa sędziego Roberta Żaka, prowadzącego rozprawę w sprawie 19 dziennikarzy oskarżonych o udział w kampanii oszczerstw przeciw prezesowi J.Kobylańskiemu.
Profesor NowakKolejny raz  wykazywał  on absolutną tolerancję  wobec  najbardziej  nawet plugawych oszczerstw, wypowiadanych na Sali sądowej przez oskarżonych przeciwko oskarżającego ich prezesowi USOPAł. Nie zważał na to, że oszczerstwa  te były rzucane  bez żadnego minimalnego choćby dowodu ich  prawdziwości. Co więcej, ten sam stronniczy sędzia zarządził opuszczenie sali sądowej przez około stuosobową publiczność, gdy parę osób na sali zaczęło protestować przeciwko wyjątkowo chamskiemu oszczerstwu rzuconemu przez R. Schnepfa przeciw wielkiemu polskiemu patriocie z Ameryki Południowej. (Chodziło o określenie go epitetem „dobrze znany bandyta międzynarodowy”). Okazało się, że oskarżeni mogą bezkarnie obrzucać oskarżyciela najnikczemniejszymi wyzwiskami , a sędzia Robert Żak (zapamiętajmy to nazwisko) wyrzuca  z sali sądowej ludzi wyłącznie za protest przeciw niedopuszczalnemu opluwaniu tak zasłużonego dla Polonii i Polski przywódcy polonijnego.

Od dawna krytykowałem chory polski „wymiar niesprawiedliwości” jako najgorszą patologię Trzeciej Rzeczypospolitej. Wielokrotnie wskazywałem na to jak wielka część sędziów wydaje wyroki korzystne wyłącznie dla możnych tego świata, starając się im maksymalnie  pochlebić. Sam niedawno odczułem tego typu zachowanie ze strony młodego sędziego ( jeszcze parę miesięcy temu tylko asesora) Michała Chojnackiego w sprawie wytoczonej przeciwko mnie przez wicemarszałka Sejmu Stefana Niesiołowskiego. Młody sędzia posunął się w swej tendencyjności  do rozszerzenia przeciwko  mnie aktu oskarżenia nawet o to, o co nie oskarżał mnie Niesiołowski. W uzasadnieniu wyroku skazującego przeciwko mnie zarzucił, że nazwałem Niesiołowskiego „warchołem” i „Stefanem Planktonem Niesiołowskim”, co mogłoby jakoby „doprowadzić do naruszenia zaufania społecznego i pozytywnego wizerunku powoda w opinii publicznej”.Sędziego nie obchodziło ani trochę to, że tak stronniczo wspierany przez Niesiołowski wielokrotnie przedtem określał innych tym samym słowem „warchoł”, a nawet bezkarnie używał dużo ostrzejszych epitetów typu kanalia. Sędzia Mikołaj Chojnacki zdawał się nie wiedzieć, że przytoczony przeze mnie zwrot „Stefan Plankton Niesiołowski” był pochodną od określenia „plankton” rzucanego wcześniej przez niego na innych prawicowych polityków spoza AWS, którym wróżył totalne fiasko w wyborach 2001 roku.  Katastrofalną klęskę wyborczą poniósł wówczas S. Niesiołowski, stąd zabawne określenie Stefan Plankton Niesiołowski. Tendencyjnemu sędziemu warto przypomnieć, że Niesiołowski  obrzucał niesprawiedliwymi epitetami dziesiątki  polityków i osób zaufania publicznego , na czele z prezydentem RP, b.premierem J.Kaczyńskim i  rzecznikiem praw obywatelskich J.Kochanowskim. Niesiołowski , będąc wicemarszałkiem Sejmu posunął się do haniebnego oskarżenia  prezesa Kobylańskiego o rzekome szmalcownictwo  w chwili, gdy IPN  jednoznacznie  uznał bezpodstawność takiego zarzutu. Wszystko to bezkarnie uchodzi Niesiołowskiemu, bo jest jednym z prominentów III RP, a tendencyjny sędzia skazuje mnie za dużo łagodniejsze określenie „warchoł” na jego temat. A było to przecież tylko uznanie stanu faktycznego, bo Niesiołowski jest rzeczywiście modelowym warchołem. W dzisiejszej Polsce jednak jak widzimy dalej po orwellowsku  „są równi i równiejsi”.

web 2.JPGZachowanie sędziego Roberta Żaka jest takim samym wyrazem przypochlebiania się „możnym” III RP. Kapitan Żeglugi Wielkiej Zbigniew Sulatycki powiedział „Naszemu Dziennikowi” (nr z 9 września 2009) w odniesieniu do sędziego R. Żaka, że „nie chciałby być na miejscu sędziego, niewątpliwie będącego pod presja tzw. autorytetów moralnych, które dziś mogą obrzucić kalumniami każdego, nie ponosząc za to żadnej odpowiedzialności”. Wiadomo, że sędzia R. Żak stanął przed koniecznością sądzenia sprawy przeciwko 19  dziennikarzom i dyplomatom, z których niektórzy są bardzo wpływowi . Tak jak oskarżeni: A. Michnik, naczelny redaktor „Polityki” J.Baczyński, b. naczelny redaktor „Newsweek-a” T.Wróblewski,
szef „Wiadomości”PolSatu J.Gugała, czy ambasador RP R. Schnepf. Ci ludzie mają wielkie możliwości nacisku, mogą „odpowiednio” w razie potrzeby scharakteryzować sędziego i proces w mediach sami lub przez swoich podwładnych, lub odwołać się do swoich jeszcze bardziej wpływowych przyjaciół. Z tym wszystkim musi się liczyć i jak widać bardzo mocno się liczy w swej tendencyjności sędzia R. Żak. Nie musi zaś zupełnie liczyć się z niczym w odniesieniu do prezesa USOPAŁ J.Kobylańskiego. Ten ostatni jest wprawdzie wielkim przywódcą polonijnym i ma ogromne, niepodważalne zasługi dla Polonii, a przez to i dla Polski, ale „beznadziejnie podpadł” takim dzisiejszym dygnitarzom jak R.Sikorski ,W.Bartozszewski czy B.Borusewicz. Czy musi dziwić więc fakt, że sędzia Żak  woli postawić na  wpływowych oskarżonych i „odpowiednio” prowadzi rozprawę. Jak inaczej  bowiem można wytłumaczyć jej cały dotychczasowy tak kuriozalny przebieg ? Przez cały czas rozprawy oskarżeni odmawiają składania wyjaśnień w sprawie zarzutów oskarżenia, odmawiają odpowiedzi na pytania obrońcy, za to kontynuują rzucanie najskrajniejszych, niczym nie udowodnionych, plugawych oskarżeń przeciw spotwarzanemu przez nich tyle razy w przeszłości prezesowi USOPAŁ. Wygląda coraz bardziej na to, że to jest proces przeciw J. Kobylańskiemu, a nie proces z jego powództwa. Jakże wymowny pod tym względem jest tytuł sprawozdania „Gazety Wyborczej” z rozprawy w dniu marca 2009r.: „ Schnepf oskarża Kobylańskiego”. Przecież to wszystko jest chore!
Rozprawa w dniu 8 września 2009 r. zaczęła się od skonstatowania dość znamiennego szczegółu- ogromna część z 19 oskarżonych zlekceważyła posiedzenie sądu, po prostu nie przychodząc na nie. Termin rozprawy był znany na parę miesięcy przedtem. Tym dziwniejsze więc wydają się przedstawione w imieniu większości oskarżonych usprawiedliwienia, że nie przybyli na rozprawę „ z uwagi na obowiązki służbowe”. A cóz to za niebywale ważne „obowiązki służbowe”, które przeszkadzaają im w zjawieniu się w sądzie, gdzie ma się odpowiadać za bezwstydne szkalowanie najwybitniejszego dziś przywódcy polonijnego.(A działania tego typu były same w sobie sprzeczne z jakimkolwiek poczuciem patriotyzmu i polskich interesów narodowych!). Część oskarżonych nie przybyła z powodu urlopów (!), jakby nie mogli ich inaczej zaplanować, znając od paru miesięcy  termin rozprawy. Nadzwyczaj „wyrozumiały” sędzia wszystkie usprawiedliwienia zaakceptował.
Fałsze Doroty Wysockiej-Schnepf
Cynicznym spektaklem fałszów był sądowy występ żony jednego z czołowych oszczerców Ryszarda Schnepfa –dziennikarki Doroty Schnepf –Wysockiej. Już na początku zeznań Schnepfowa odmówiła odpowiedzi na zadawane pytania „ze względu na bezpieczeństwo moich rozmówców”. Prawdziwa groteska ! Czyżby  Schnepfowa obawiała się, że prezes Kobylański wynajmie płatnych zbirów przeciw jej rozmówcom?! A może chodzi tylko o to, ze jej rozmówcy tak bezczelnie nakłamali na temat Kobylańskiego, że płoną ze wstydu na samą myśl o konieczności publicznego powtórzenia swoich oszczerstw ? W dalszym ciągu zeznań Schnepfowa stwierdziła, jakoby w czasie pracy nad artykułami o Kobylańskim „przestrzegała staranności w każdym szczególe”.Pokażmy jak wyglądała staranność Schnepfowej, choćby na przykładzie jej paszkwilanckiego tekstu w „Rzeczypospolitej” z 26 marca 2005 r., gdzie udało się jej zamieścić z parę dziesiątków oszczerstw. Przedstawiam niżej niektóre z co bezczelniejszych kłamstw tam zamieszczonych.
Wysocka-Schnepf  kłamała, pisząc jakoby żaden autentyczny dokument nie potwierdzał pobytu J. Kobylanskiego w niemieckich obozach koncentracyjnych. Tego typu kłamstwo gruntownie obalił już 5 lipca 2004 r. pracownik Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau dr Adam Cyra. Jako dowody pobytu w obozie w Auschwitz dr Cyra przytoczył fakt, że Kobylański jest zarejestrowany jako więxien polityczny nr 156 228  obozu koncentracyjnego w Auschwitz oraz, ze posiada  wytautowany na ramieniu  ten  właśnie numer. Według Cyry nazwisko J…Kobylańskiego znajduje się w wydanej w 2000 r. przez Towarzystwo Opieki nad Oświęcimiem i Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau  trzytomowej  „Księdze Pamięci.Transporty Polaków z Warszawy do KL Auschwitz 1940-1944”.Kobylańskiego odznaczono również Krzyżem Oświęcimskim. Według dr Cyry z zaświadczenia Biura Poszukiwań Międynarodowego Czerwonego Krzyża w Arolsen  z 27 lipca 1998 roku wynika, że Kobylański był nie tylko więźniem KL Auschwitz, lecz potem także KL Mauthausen, KL Gross-Rosen, Kl Flossenburg, KL Natzweiler i ostatecznie został wyzwolony w KL Dachau. Pobyt Kobylańskiego w hitlerowskich więzieniach i obozach zagłady został całkowicie potwierdzony w tak ważnym dokumencie jak urzędowa decyzja Kierownika  Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Wiktora  Spirydonowicza z 22 pażdziernika 2007 r.Decyzja ta przyznawała J. Kobylańskiemu uprawnienia kombatanckie  w wymiarze jednego roku i ośmiu miesięcy z tytułu przebywania  od sierpnia 1943 roku do końca kwietnia 19o45 roku w hitlerowskich  więzieniach i obozach zagłady. Czyżby o tak ważnych i jednoznacznych dokumentach naprawdę nic nie wiedziała  „staranna” kłamczucha D.Schnepfowa?
Dorota Wysocka-Schnepf kłamała sugerując, jakoby Kobylański nie podjął starań , aby uzyskać odszkodowania za pobyt w obozach zagłady. Kobylański  nie tylko podjął takie starania, ale również uzyskał odszkodowanie za pobyt w obozach. Otrzymal w dwóch ratach odszkodowanie z International Organisation for Migration Forced Labour Compensation . Pierwszą ratę odszkodowania otrzymał  w 2002 r. na sumę 3 tysiące 736 dolarów, 14 centów. Drugą ratę odszkodowania uzyskał 16 maja 2005 r. na sumę 4 tysiące 899 dolarów 97 centów.
Dorota Wysocka –Schnepf kłamała , pisząc o związkach J.Kobylańskiego „ z byłym oficerem służb obozowych Austriakiem Kramerem”. Twierdzenie, że Kramer był rzekomo esesmanem wywodzi się z paszkwilu M.Lizuta przeciw Kobylańskiemu. Lizut jako na główne źródło tej informacji powoływał się na rzekome „szepty”wśród Polonii. A cóż to za źródło te rzekome „szepty”? Można pogratulować Schnepfowej takiej „arcystarannej dokumentacji”.
Dorota Wysocka-Schnepf  powoływała się na rzekomą notatkę paragwajskiej policji z 1953r., sugerującą, że Kobylanski był jakoby szpiegiem sowieckim. Po naciskach  posła A.Macierewicza na TVP i MSZ w sprawie dowodu na istnienie takiej notatki otrzymano pismo ministra spraw zagranicznych A.D.Rotfelda z 29 kwietnia 2005 r. przyznające, co następuje: „(…)kwerenda przeprowadzona w Archiwum MSZ oraz we właściwym merytorycznie Departamencie Konsularnym Polonii,nie wykazała istnienia takich dokumentów. Wzmiankę sugerującą kontakty pana Kobylańskiego z instytucjami dawnego ZSRR znaleziono tylko w depeszy J. Gugały Ambasadora RP w Montevideo z grudnia 2000 roku, przy czym podstawą takiej sugestii miała być treść otrzymanego przez Ambasadę RP w Montevideo odpisu dokumentu z roku 1953, Samego odpisu w Archiwum MSZ nie znaleziono, nie znamy także okoliczności otrzymania go przez placówkę”. (podkr. – JRN)  .Jak z tego widać jedyną wzmiankę na temat mitycznej notatki paragwajskiej policji znaleziono w depeszy Ambasadora RP w Montevideo z grudnia 2000 r., a więc J. Gugały – JRN ). Chodziło więc o depeszę ambasadora znanego z niebywałej wrogości do prezesa J. Kobylańskiego, głównego sprawcę pozbawienia go stanowiska konsula honorowego RP. Minister spraw zagranicznych przyznaje przy tym, że MSZ, które nie posiada odpisu wspomnianego dokumentu, nie zna nawet okoliczności otrzymania go przez placówkę. Jak można więc w tej sytuacji uznawać taki dokument za wiarygodny, i powoływać się na rzekome posiadanie go przez MSZ? Czy nie jest więc szczególnie uzasadniona teza postawiona przez adwokata p. J. Kobylańskiego - Andrzeja łwa -Mirskiego w jego akcie oskarżenia, wysuniętym przeciwko J. Gugale 1 października 2005 roku: „pełniejszego kolorytu sprawie /(tj. rzekomego dokumentu paragwajskiego MSW z lat 50-tych – JRN) nadaje natomiast fakt, że jakoby przez przypadek, ambasadorem RP w Urugwaju był w roku 2000 nie kto inny, jak Jarosław Gugała. Jest to niezwykle ważny dowód w niniejszej sprawie, bowiem przynosi on uzasadnione podejrzenie, iż Jarosław Gugała jest źródłem tego publicznie powtarzanego, pochodzącego z 2000 roku ,fałszywego oskarżenia”. A klamczucha-Schnepfowa nagłaśnia z uporem obalone już oszczerstwo !
Dorota-Wysocka Schnepf kłamała pisząc o rzekomym „piętnie współpracy z reżimem Stroessnera” ciążącym na J.Kobylańskim. Nie było żadnej współpracy Kobylańskiego z rezimem Stroessnera, jak zmyśla D.Wysocka-Schnepf. Kobylański odczuwał trwałą niechęć do Stroessnera, ponieważ w czasie kierowanego przez niego przewrotu jego ludzie zabili głÓwnego protektora Kobylańskiego w Paragwaju i jego bliskiego przyjaciela dr Roberta Petita, który sprowadzil Kobylanskiego do Paragwaju. W momencie zabójstwa dr Petit był szefem policji u prezydenta Chaveza. Mecenas A. Lew- Mirski napisał w swym akcie oskarżenia O D.Wysockiej-Schnepf: „W dalszych oskarżeniach autorka mówi o „piętnie współpracy z reżimem  Stroessnera”, tak jakby sprzedaż sprzętu AGD i drukowanie znaczków było działalnością zasługująca na szczególne potępienie”.
Dorota Wysocka-Schnepf kłamała, pisząc jakoby Kobylański uciekł z Paragwaju do Urugwaju w 1967r. Jak pogodzić twierdzenia o rzekomej ucieczce Kobylańskiego z Paragwaju z faktem że ten ostatni pozostawał konsulem honorowym Paragwaju przez ponad 20 lat od końca lat 6o-tych do 1989 roku ? Od kiedy uciekinierzy z jakiegoś kraju pełnią reprezentatywne funkcje w imieniu tego kraju gdzie indziej? Dorota Wysocka-Schnepf kłamała, pisząc: „Jeszcze przed 15 laty w polonijnych środowiskach Paragwaju, Argentyny i Urugwaju, nie mówiąc już o Polsce, o Janie Kobylańskim nie słyszał nikt”.Przypomnijmy, że już w latach 1955-1957 Kobylański był tak znaczącą postacią wśród Polonii w Paragwaju, że zwracali się do niego gen.T.Bór –Komorowski i płk. Iranek –Osmecki, dziękując za działalność wśród tamtejszej Polonii.(Fotokopie tych listów znajdują się w prezentowanej tu książce). Dodajmy, że już w 1957 roku Kobylański piastował funkcję wiceprzewodniczącego Towarzystwa Polonijnego w Paragwaju.
Dorota Wysocka_-Schnepf  klamała , powołując się na fałszywkę na temat rzekomych gratulacji J.Kobylańskiego dla W.Żyrynowskiego. Pisałem już wcześniej w tej książce  o obaleniu kłamstw na ten temat zarówno przez J.Kobylańskiego i USOPAŁ jak i prezesa „Wspólnoty Polskiej” prof.A.Stelmachowskiego.
Dorota Wysocka-Schnepf kłamała pisząc, że J.Kobylański „starał się bezskutecznie o przychylność środowiska Lecha Wałęsy”.Przypomnijmy tu, że  Wałęsa przyznał Kobylańskiemu Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia… Sam Wałęsa gościł u Kobylańskiego w jego hacjendzie w Punta del Este.

                     Prowokacyjne wystąpienie Ryszarda Schnepfa

        Kolejnym oskarżonym, zeznającym w czasie rozprawy w dniu 8 września 2009 r. był b.ambasador RP w Urugwaju, a obecnie ambasador RP w Hiszpanii Ryszard Schnepf. Jego zeznanie wygłaszane było w stylu doświadczonego prowokatora,  który za wszelką cenę chce wywołać jak największe wzburzenie wśród niechętnej muogromnej większości osób na sali sądowej. ( Zarówno wśród około stuosobowej  publiczności na sali sądowej jak i wśród kilkudziesięciu osób  przed sądem wyraźnie dominowali zwolennicy J.Kobylańskiego, głównie słuchaczki  i słuchacze Radia Maryja.) Schnepf bardzo perfidnie starał się mówić rzeczy jak najbardziej obraźliwe dla prezesa Kobylańskiego, tak by wywołać na sali protesty, na które ostro zareaguje wyraźnie tendencyjny sędzia. Wspomniany sędzia Robert Żak ani razu nie zareagował na najskrajniejsze nawet insynuacje Schnepfa wobec nieobecnego na sali sędziwego oskarżyciela- prezesa USOPAŁ.Nie muszę tu już szerzej przypominać opisanych wczesniej w rozdziale V – „Ambasadzkie bagno” różnego typu niegodnych działań R.Schnepfa przeciw J.Kobylańskiemu. (Vide historia z nagłaśnianą przez Schnepfa falszywka z rzekomymi gratulacjami dla W. Zyrynowskiego, czy zatajenia informacji o wysokim odznaczeniu dla Kobylańskiego). Faktem jest, że Schnepf opuścił ambasadę w Urugwaju jako dyplomata cieszący się wyraźną niesławą wśród tamtejszej Polonii. Na dodatek – jak świadczą o tym zamieszczone w tej książce dokumenty-pisma prokuratora wojewódzkiego z Warszawy i wicedyrektora Departamentu Organizacyjnego NIK- na Schnepfie ciążyło piętno człowieka, który „swoim zachowaniem maruszył wewnętrzne przepisy MSZ” i „naruszył elementarne zasady etyczne”.

Od razu na początku swego wystąpienia w sądzie Schnepf odmówił udzielania odpowiedzi na pytania obrońcy, wdając się zamiast tego w gwałtowne filipiki na temat J.Kobylańskiego. Zarzucil m.in. Kobylańskiemnu rzekoma próbę skorumpowania otoczenia L.Wałęsy, o której  jakoby wiedział sam prezydent. Jeśliby ten zarzut Schnepfa był prawdziwy, to jak wytłumaczyć późniejsze przyjazne stosunki L.Wałęsy z Kobylańskim, a nawet goszczenie Wałęsy na hacjendzie Kobylańskiego w Punta del Este ?  Schnepf kłamliwie atakował Kobylańskiego za rzekome dezintegrowanie Polonii i sianie zamętu wśród niej. Mówił tak o wielkim przywódcy polonijnym, którego w lipcu 1998 r. chwalił nawet guru Unii Wolności Bronisław Geremek za ogromną rolę w zjednoczeniu Polonii południowoamerykańskiej i jej skuteczne przewodzenie. Ku wielkiemu oburzeniu zebranych na sali sądowej Schnepf zaczął oskarżać Kobylańskiego o rzekome „żydożerstwo” a nawet o wieloletnia totalną obojętność na sprawy polskie. M.in.. wypowiedział tak oburzające nas wszystkich kłamstwo, że Kobylański „zaczął przyznawać się, że jest Polakiem dopiero w 1988 r.”. Znając fakty ilustrujące aktywną działalność Kobylańskiego wśród Polonii już w latach 1955-1957 (m.in.listy gen.Bora –Komorowskiego i płk.Iranek Osmeckiego do Kobylańskiego) ledwo się powstrzymywałem przed zareagowaniem na tak okropne kłamstwo Schnepfa. Nie chciałem jednak dawać pretekstu sędziemu do opróżnienia sali. Dziwiłem się jednak mocno, że na kłamstwa Schnepfa w żadnym momencie nie zareagował pełnomocnik oskarżyciela mec.A. Lew-Mirski. Naoglądalem się az nadto amerykańskich filmów kryminalnych choćby o adwokacie P.Masonie i pamiętałem, że w tych filmach był ciągły gwałtowny pojedynek między prawnikami reprezentującymi sądzące się przeciwne strony. A tu ku mojemu zdziwieniu mecenas oskarżyciela siedział cichutko jak strusia. W tej sytuacji , nie hamowany ani przez sędziego, ani przez adwokata Schnepf  występował z coraz bardziej jątrzącymi brechtami, aby tylko sprowokować  zebranych. Aż w końcu doszło do najostrzejszej prowokacji Schnepfa. Powiedział, że „prasa paragwajska z  60 lat określa Jana Kobylańskiego jako  „ dobrze znanego miedzynarodowego bandytę”. Schnepf użył tego określenia bez żadnego dowodu prasowego. Zapytajmy, co to znaczy „prasa paragwajska określa”. Kto konkretnie?. Nie wykluczam, że w jakimś paragwajskim brukowcu, typu „Nie”,”Faktów i Mitów” czy pisemek Bubla mogło się kiedyś ukazać takie określenie. Nie można tego jednak uogólniać na całą paragwajską prasę, w której ukazało się –jak sam widziałem wiele artykułów bardzo pochlebnych dla J. Kobylańskiego. A przecież Kobylański jakoby uważany w Paragwaju za „dobrze znanego międzynarodowego bandytę” przez dwadzieścia kilka lat od polowy lat 6o-tych do 1989 r. reprezentował właśnie Paragwaj jako konsul honorowy. Jak można więc tak podle manipulować, obdarzając Kobylańskiego ohydnym epitetem. Tym bardziej szokował całkowity brak reakcji sędziego na obelgę ze strony Schnepfa. Niestety nie było reakcji również ze strony mecenasa A. Lwa- Mirskiego. Ostro zareagowało zwischenrufami kilka osób na sali. I wtedy dopiero zareagował sędzia, wypraszając cała stuosobową publiczność z sali, w tym m.in. senatora Czesława Ryszkę i posla Bogusława Kowalskiego.  Pomimo moich sprzeciwów sędzia Robert Żak zastosował odopowiedzialność zbiorową wobec stu osób za zwischenrufy kilku z nich. Senator C. Ryszka skomentował później w wypowiedzi dla „Naszego Dziennika” z 9 września 2009 r.: „Spodziewałem się, że publiczność zostanie wyproszona, gdyż wypowiedzi oskarżonych były nadzwyczaj prowokujące, celowo, by padła głośna wypowiedź z sali. Ale nie można było reagować inaczej, gdyż argumenty, jakie podali oskarżeni, były niezgodne z prawda. Pan Schnepf powołał się na to, że są dokumenty w IPN, jakoby Kobylański wydał Niemcom rodzinę żydowską, a tymczasem takich dokumentów w ogóle nie ma”. Przy okazji warto obnażyć wielkie kolejne kłamstwo „Wyborczej”, która napisała jakoby salę opróżniono po rzekomym biciu brawa dla „postawy żydożerczej „ Kobylańskiego. Salę opróżniono po proteście kilku zebranych przeciw użyciu w odniesieniu do Kobylańskiego zwrotu „dobrze znanego bandyty międzynarodowego”.
Obecne stosunki w Polsce dobrze ilustruje pewien „przypadek”, jaki wydarzył się w czasie przedstawiania przeze mnie w Radiu Maryja „na gorąco”przebiegu rozprawy sądowej z 8 września. Na koniec mego wystąpienia w „Aktualnościach Dnia” przeszedłem do wysuwania szerszych wniosków na temat zabrania się za generalną kurację tak chorego polskiego sądownictwa. Proponowałem tworzenie w różnych miejscowościach „Strowarzyszeń przeciw bezprawiu sądowemu” ,rozpoczęcia przygotowywania „Czarnej Księgi złych sędziów”, etc. i wtedy nagle zamilkły nadajniki Radia Maryja w różnych miastach Polski (m.in. w Warszawie, Częstochowie, Bytomiu ). „Przypadek”, czy służby?

 

Władze USOPAŁ

Pozostali czlonkowie Zarządu
 

W Polsce

Zamów nasz biuletyn












Aktualności

Komunikat Kurii Metropolitalnej Białostockiej w sprawie zjawisk eucharystycznych w Sokółce

Kuria Metropolitalna Białostocka informuje, iż zakończyła swoje prace Komisja Kościelna, powołana przez Księdza Arcybiskupa Edwarda Ozorowskiego (dnia 30 marca 2009 roku) do zbadania zjawisk eucharystycznych w Sokółce. Przebadała ona świadków wydarzeń i orzeczenia patomorfologów. Stan rzeczy wygląda następująco:

1. Dnia 12 października 2008 roku księdzu udzielającemu Komunii św. wypadł z puszki Komunikant. Podniósł go i umieścił w vasculum przy tabernakulum. Po Mszy św. przeniesiono zawartość vasculum do naczynia w sejfie w zakrystii.

2. Dnia 19 października 2008 roku po otwarciu sejfu zobaczono na zanurzonym Komunikancie plamę, sprawiającą wrażenie krwi.

3. Dnia 29 października 2008 roku naczynie z Komunikantem przeniesiono do tabernakulum w kaplicy na plebanii. Następnego dnia Komunikant wyjęto z wody i położono na korporale w tabernakulum.

4. Dnia 7 stycznia 2009 roku z Komunikantu pobrano próbkę, która następnie została niezależnie zbadana przez dwóch profesorów specjalistów patomorfologów z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Wydali oni zgodne orzeczenie, które brzmi: "przysłany do oceny materiał (...) w ocenie dwóch niezależnych patomorfologów (dr hab. Maria Sobaniec-Łotowska i prof. dr hab. Stanisław Sulkowski) wskazuje na tkankę mięśnia sercowego, a przynajmniej, ze wszystkich tkanek żywych organizmu najbardziej ją przypomina".

5. Komisja ustaliła, że Komunikant, z którego został pobrana próbka do ekspertyzy jest tym samym, który został przeniesiony z zakrystii do tabernakulum w kaplicy na plebanii. Ingerencji osób postronnych nie stwierdzono.

Akta sprawy zostały przekazane do Nuncjatury Apostolskiej w Warszawie.

Wydarzenie z Sokółki nie sprzeciwia się wierze Kościoła, a raczej ją potwierdza. Kościół wyznaje, że po słowach konsekracji, mocą Ducha Świętego, chleb przemienia się w Ciało Chrystusa, a wino w Jego Krew. Stanowi ono również wezwanie, aby szafarze Eucharystii z wiarą i uwagą rozdzielali Ciało Pańskie, a wierni, by ze czcią Je przyjmowali.

Ks. Andrzej Kakareko
kanclerz